Link 13.06.2006 :: 12:02
Komentuj (0)
El Kamilos & El Stasios wizytos i takie tam by RsQ
Tydzień temu w weekend odwiedzili nas "duńscy" IFE ziomale w osobie Kamila i Stana. Bardzo przyjemnie było znowu obejrzeć ich mordy i napić się wspólnie tego i owego. Szkoda, że byli tylko od piątku wieczorem do niedzieli rano, ale i tak było dobrze. Pierwszy wieczorek, wódżitsu i gadki o życiu oO, potem z rańca chłopaki strasznie cisnęli, żeby do Oslo się wybrać, więc trzeba było. No i drugi wieczorek, który można nazwać "100 Top Summer Mega Hits". Wódżitsu, browary i nasz winiasz (tym razem nowa, biała, bardziej miażdżąca edycja) oraz wyżej wymieniony program na Vivie spowodowały, że nawet Stan się wczuł w wakacyjne rytmy typu : "Coco Jambo", "Bailando" czy "Dragostea Din Tei". Kamil nawet przy Jennifer Lopez baunsował (na focie poniżej). Także wieczorek pierwszorzędny, jedyna niedoskonałość to prezenterka Vivy - blond szmata zwana Gulcan. Tutaj parę fot:
Najpierw mordy chłopaków :) :
Grube pozy:
Nasza buda:
Lans kurtka, której chyba Snoop Dog by się nie powstydził:
Stanisława :P :
To tyle. U nas ostatni tydzień w Norwegii, raporty oddane, wydrukowane i z głowy ogólnie. Teraz finalna prezentacja. Panas za godzinę właśnie będzie się pocił nad tym. Ja z Krzychem jutro. A takto sprzątanie chawiry, World Cup, impra pożegnalna i wio do Polski. Prom mamy z Panasem 17-tego wieczorem, Krzychu samolotem leci. Koło 20-tego więc witamy w Polsce.
Link 01.06.2006 :: 23:54
Komentuj (5)
Wszystko naraz by RsQ, gościnnie Krzysztof aka B6K
Dawno wpisiora nie było,więc jako pokuta ten będzie obfity w foty. 2 tygodnie minęły od ostatniego razu, więc nie bardzo wiem od czego by tu zacząć. To może na wstępie(bo zdjęcia najlepsze) temacik home party, która miała miejsce w naszej kuchni i uczestniczyli w niej jedynie mieszkańcy naszego domu. Zaczęła się niepozoronie odwiecznym pojedynkiem w makao pomiędzy mną, Krzychem i Panasem, ale kiedy tylko na stole zagościło nasze magiczne wino, ni stąd ni z owąd dołączyły do nas dziewczyny, zadymiła faja, zaczęła lecieć najcięższa wixa jaką tylko znaleźliśmy na kompach i kuchnia zamieniła się w densflor. Śmiało mogę stwierdzić, że była to jedna z lepszych bibek, mimo tak nielicznego grona. Mini zdjęciowa relacja:


Trzy smoki z Myrveien:



Rock'n'Roll :
A tak się skończyło:
Jak co bystrzejsi zauważyli w naszym gronie znajduje się nowa współlokatorka - Eva, ze Szwecji. Po ostatnim rummejcie w osobie Anniki nasze oczekiwania były bardzo wysokie i wybredność zdecydowanie ponad przeciętną. Eva jednak spełniła je wszystkie. Po pierwsze: jest kurcze ładna, dowcipas z niej, super sympatyczna i entuzjastyczna no i ma swojego kompa :D (jedna z przywar Anniki). Polubiliśmy ją bardzo prędko i jak się okazało nie tylko my, ale i cały nasz kierunek, a w szczególności male part:


Niestety ma gacha w Szwecji (elektryk :D), który przyjechał nawet do niej w odwiedziny na weekend. Fakt ten jednak nie przeszkodził naszemu mistrzowi podrywania lasek: Gonzalo z Hiszpanii.
Dobierał się jak tylko mógł, nawet nocowali w jednym łóżku :O, ale podobno ;) Ewa się nie dała i nic nie teges. I wierz tu w wierność lasek. :P Potrzebny im tylko odpowiedni typ...
W każdym razie Ewa już wróciła do Szwecji, gdyż jej praktyki trwały tylko 2 tygodnie. Dzień później opuściły nas również Polki, więc dosyć gejowo jest teraz w domu. Ja, Krzychu i Panas oO
Dobszzz...przejdźmy dalej. W między czasie miały miejsce jeszcze dwie dobre bibki. Straszną furorę zrobiły na nich nasze butle na wino: pochodziły one z funparku, oryginalnie znajdował się w nich sok, ale napis "Brain Cooler" spowodował, że zdecydowaliśmy iż będą idealne na naszego winiasza.

Jak już mowa o winie to wygraliśmy z Krzychem na ostatniej imprezie (90'ties party) jedną z nominacji do nagrody "The best of EPS" w kategorii "Polish guys - always equipped with wine" :D Nie ma już pojedyńczej osoby w Oslo, która nie słyszała o "polish wine" :D
Pod koniec imprezy:
Tyle będzie co do imprez. Tydzień temu Krzychu,Panas i dziewczyny (ja oszczędzałem flotę) pojechali do funparku o czym na końcu wpisu napisze nasz blogowy debiutant-Krzychu.
Dzisiaj z kolei wybraliśmy się (tym razem bez Krzycha) na Oslo Fjord Sightseeing Cruise. Ale bez wielkich rewelacji, dla jakiś wielce efektownych widoków należy wybrać się na północ Norwegii (co kosztuje w pizdu).
W jednym z portów dostrzegliśmy niecodzienny widok: kontenerowiec z siusiorem, poluje nocami, powoli podpływa i zatapia swojego sprzęta w rufie niewinnej bareczki.
No to starczy chyba. Z rzeczy mniej ciekawych, czyli studiów: raporty już oddane, teraz prezentacje tylko do zrobienia i wio. Na koniec jeszcze "Ironman B6K" :
i stwór którego boi się najbardziej pod Słońcem: zabójcze mewsko
Dobra oddaję głos, tudzież klawiaturę, Krzychowi. Nara
Ja, czyli Krzysztof, Panas oraz nasze polki (Katarzyna i Anna) odbyliśmy podróż do tutejszego parku rozrywki Tusenfryd. Przy dość mizernej pogodzie spędziliśmy tam prawie cały dzień do oporu, czyli do 19. Wśród wielu atrakcji, jakie oferował park, znaleźliśmy kilka godnych naszej uwagi. I tak zaczynając od najbardziej 'lajtowych' należy wyróżnić "windę". Siedzisz wygodnie w foteliku poczym nagle, przy towarzyszącym przeciążeniu równym 4G( cokolwiek to znaczy brzmi groźnie), znajdujesz się 65 metrów nad ziemią, no i...spadasz. Cała zabawa trwa może 10 sekund. Osobiście moje ulubione. Kolejnymi często uczęszczanymi przez nas atrakcjami były oczywiście roller costery. Zaliczyliśmy 3 różne. Jeden krótki na rozgrzewkę, nie dość żwawy (rzwawy). Na drugim miejscu, moim zdaniem (niektórzy mogą się nie zgodzić), "drewno-zielona śmierć". Niby niepozorne, bez flipów a jednak chętnie wracaliśmy tam wiele razy. Najlepszym, najdłuższym i najszybszym okazał się Speed Monser. Lansowane na Formułę 1 wagoniki robiły setkę w 2 sekundy (). Pozatym na trasie flipy, śruby i inne cuda. Jeszcze jeśli usiądziesz na początku...bajka. Jak już myśleliśmy że nic nas nie może zaskoczyć, wtedy naszym oczom ukazał się, ochrzczony przez nas, Bełt vel Żygol. Ta śmiertelna huśtawka robi z tobą wszystko. Co tu dużo mówić, minuta totalnej masakry. Oczywiście nikt nie odważył się tego powtórzyć. Ostatecznie cały dzień cieszyliśmy się jak dzieci i na pewno kiedyś jeszcze się tam pojawimy. Tyle.
Link 19.05.2006 :: 10:55
Komentuj (4)
It Came From Myrveien by pnz
Wspominaliśmy już o filmie, który nagraliśmy w Wielkanoc. Jest to super wczuty horror :) - 'It came from Myrveien'. (Myrveien to nazwa ulicy, na kórej mieszkamy...)
Jakoże mam dużo czasu, postanowiłem zająć się obróbką i kompresją filmu. Udało mi się utrzymać niezłą jakość, a zarazem rozmiar jedynie 16 mega (Jedynie nie słychać co mówię w jednym momencie, a mówię - 'Who is THAT guy?' - dialogów dużo nie ma, a te co są są po angielsku, bo gra z nami mój ziomek Węgier - Geri). Co za tym idzie - wszyscy czytelnicy szop-a mają obecnie szansę sobie go ściągnąć. Wrzuciłem filmik na rapidshare.de, czyli trzeba go ściągać, bo go wywalą. Jeśli link przestanie działać, proszę o komenta, to zaplouduję ponownie.
It Came From Myrveien
Oprócz tego gotowa jest już moja sekcja na film śnieżny SZOP. Jest wyborgood. No i tyle na razie.
ROCK ON!
Link 15.05.2006 :: 01:21
Komentuj (3)
Ktoś to czyta jeszcze ??? by RsQ
Chyba oglądalność bloga spada ostatnio, komentarzy tyle co kot napłakał. Igor dzielnie się trzyma tylko i regularnie ponagla o nowe notki. Maj men. Czytać mi tu kurna!!
Chęć na wpisa mnie taka naszła bo spać mi się totalnie nie chcę(jako, że obudziłem się dzisiaj po 15-tej) i nie mam co robić zbytnio teraz. Byliśmy wszyscy wczoraj na imprezie u Holgera. Druga imprezka u niego, pierwsza (jak co bardziej pamiętliwi czytelnicy owego bloga może kojarzą) była pierwszą, na której testowaliśmy potęgę home-made wina i zakończyła się dla mnie dosyć prędko. Nie chcąc powtórzyć więc poprzedniego błędu uzbroiliśmy się tylko w literek wina. Panas niestety postanowił nie pić i przyjechał samochodem szczerze wierząc, że nie będzie tak źle. Był to chyba błąd, bo nie ubawił się pierwszorzędnie. Zresztą impreza była średniawa, poratowała nas tylko trampolina w sąsiednim ogrodzie. Na fotach widać, że z Krzychem byliśmy w trochę gorszej kondycji od Panasa, który ostro wywijał.
Naszą radość po niedługiej chwili przerwała jednak policja, która pojawiła się znikąd. Na ich widok każdy dorwał swój trunek (pozostawiony wcześniej pod trampoliną) i dłuuga do środka domu, gdzie szanse na rozpoznanie wśród 40 pozostałych uczestników biby zdecydowanie zmalały. Oczywiście podążyli za nami do domu, ale w progu zatrzymała ich Ranhild (Norweżka od Panasa z grupy) i coś i tam zaczęła ostro tłumaczyć. Krzychu zaś w tym czasie latał po domu i z uśmiechem darł się:"Heeeeeej, Mitch was jumping on the trampoline". Mimo wszystko strażnicy pokoju zmyli się prędko ostrzegając nas jedynie aby więcej nie skakać na cudzej trampolinie.
Była to druga impreza w ciągu ostatnich trzech dni na której zjawiają się mendy. Parę dni temu miała miejsce "Hawaii party" w akademiku. Tym razem z ósmego piętra wyleciały trzy krzesła i roztrzaskały się na dole, bo jakiś frajer uznał, że to będzie dobra zabawa. Mendy już po 3 minutach się pojawiły. Wszyscy szybko się zmyli, zostałem nagle tylko ja z Janosem. Nie wiem jak, ale po sekundzie dwóch habanów w mundurach zjawiło się koło nas pytając o co biega. Zaczęliśmy z Janosem ostro ściemniać. "We really have no idea what's going on. We've just arrived from the party and we're only walking around." etc. Janos w czasie mojej ściemy wyglądał za balkon i zgrzewał się z rozbitych krzeseł. No myślę, że byliśmy średnio przekonywujący, ale chłopaki nie wyglądali na zbytnio rozgarniętych. Zmyliśmy się w każdym razie prędko zostawiając ich sam na sam ze "śledztwem". Poza tym bibka była niezła. Fot parę:
Ten typ za Krzychem - no comments :DDD

Znajoma już chyba jej twarz...
Tu jeszcze jeden z eksperymentów z moją fryzią. :D
I moja nowa fura:
ok. Idę spać. Off
Link 08.05.2006 :: 22:14
Komentuj (0)
nie wiem o_O... by RsQ
Na początku dokończę ostatni wpis Panasa, a mianowicie wizytę Pokrzewusa menelusa wraz z ekipą ze Szwecji. Zostali na 2 nocki i było przyjemnie, na co z całą pewnością wpłynął fakt,że otrzymaliśmy od nich podarunek w postaci 2 butli whisky i jednej Żubróweczki. Pokrzew jak to Pokrzew co chwilę raczył nas swoimi specyficznymi dowcipami. Ale co dziwne wyjątkowo miły był cały czas. Może to tylko IFE tak na niego działa. Tutaj w każdym razie jego gęba:
W centrum Oslo napotkaliśmy takie oto cudo motoryzacji:
I jedna z rzeźb w Vigiland's Park:
A tu jeszcze dziewczyna pocięta przez Krzycha. Za wycięcię dziurki w jej koszulce płaciło się odpowiednią ilość kasy w zależności od lokacji owego wycięcia. Jak widać,Krzychowi niestety nie starczyło kasy na górne partie, ale mimo wszystko był wielce szczęśliwy:)
W miniony weekend wybraliśmy się z Krzychem i "naszymi Polkami" oraz całą tutejszą brygadą na cabin trip - 2 dniową wycieczkę gdzieś nad jezioro nie daleko Oslo. Panas poleciał w siusiaka i siedział 2,5 dnia home alone.
Było dobrze. W dzień relaksik na dachu z fają wodną i niesłabymi Greczynkami wokół.
Trochę znudzeni tą dachową sielanką wybraliśmy się jeszcze na kilkugodzinną przechadzkę w góry. Janos chyba nigdy w górach nie był, gdyż nie lada przyjemność sprawiał mu każdy kamyczek, wodospadzik czy kałuża na środku drogi i komentował to za każdym razem : "O fuck" :D". Ogólnie to spoko ziombel z niego. Lubię go najbardziej z całej international grupy.
Wieczorami dobre impry i widok kilku niesłychanie naprutych ziomków. Do tej pory Alex-Amerykanin zawsze wiódł prym pod względem imprezowego uchlania się. Ale tego wieczoru na prowadzenie wyszedł Christian z Niemiec. Urżnął się prawdziwie po niemiecku, demolując wszystko co spotkał na drodze. Wieczór pamiętny również będzie dla Ruth, która rozochocona lecącą muzyką tak wczuła się w podskoki, że nie zauważyła futryny tuż przed nią i z całym impetem wyrżnęła w nią głową, kończąc na podłodze ze sporym rozcięciem głowy. Wszyscy już chcieli wzywać karetkę i zakładać szwy, ale dzielna Ruth, ciągle w imprezowym nastroju, postanowiła poczekać z tym do powrotu. Respect. A nocki w trzyosobowym domku, w którym spałem ja, Krzychu i 7 lasek :] Krzychu chyba tak zadowolony faktem, że śpi razem z jedną z tych Greczynek, zaczął intensywnie pochrapywać. :D
Tu jeszcze fota Ruth z "całą głową".
Także działo się trochę. Ja tu jeszcze wieczorka jednego z Liesą z Belgii się trochę pointegrowałem.
jak i z niezastąpioną fają wodną Krzycha. Było przyjemnie :]
Tyle. Teraz przed nami parę rzeczy do zrobienia na studiach. Niedługo trzeba oddać raporty, więc wszyscy uwijają się ostro. Jeszcze parę spotkań grupowych itp, więc (niesłychane) zapowiada się troszkę roboty :O
orajt, do następnego wpisu...
Link 29.04.2006 :: 17:58
Komentuj (1)
Podróże i pożegnania by pnz
Tytuł notki może średnio wesoły, ale postaram się utrzymać pozytywny ton wpisu. Jest umiarkowanie wesoło, gdyż dziś rano opuścił nas jeden z filarów teamu SZOP. Paulinka już od dobrych paru godzin jest w Polsce, a co więcej zabrała ze sobą pogodę. Więc jest szaro i smutno. Ja, oczywiście, najbardziej to przeżywam, ale jak już obiecałem...
Wydarzenia prowadzące do tego dnia były mimo wszystko wyjątkowo wesołe, gdyż w ciągu ostatniego tygodnia odwiedziliśmy kilka fajnych miejsc.
Najpierw, bodajże dokładnie tydzień temu, nastąpiła pełna mobilizacja domu (oprócz Anniki - CHWDA). Oto my oczami Krzysztofa na stacji NationalTheatret w Oslo:
Mieliśmy w planach wizytę w muzeum Muncha, jak widać na załączonym obrazku:
Jednak jakieś 10 min po zrobieniu tego zdjęcia dowiedzieliśmy się, że nic z tego, bo muzeum zamknięte. Dziarsko nie załamaliśmy się i postanowiliśmy iść na huśtawki, ale nasze sokole oczy dostrzegły po drugiej stronie ulicy kompeks Uniwersytetu Oslo. Tym samym mieliśmy okazję zwiedzić muzeum zoologii tudzież botaniki. Hymm.
Wybraliśmy muzeum zoologii, gdzie nagraliśmy sto superzabawnych filmików, w których z uwagą państwa Gucwińskich oraz ciętym językiem Jerry'ego Seinfelda - dodawaliśmy komentarze oraz chmurki do zwierząt z różnorakich wystaw. Niektóre wystawy można było jednak uznać za zabawne bez komentarza powiem tylko. 'Ten miś pali narkotyki.' (Nota bene WSZYSTKIE niedźwiedzie w muzeum miały minę o 'lekkim' zabarwieniem narkotycznym)
Wkrótce potem wróciliśmy do domciu, odwiedzając hotel Radisson po drodze, skąd jest bardzo fajny widok. Jednak ja tego zdjęcia nie mam - prosić Rusaka.
Kilka dni później Paulinka i ja zaatakowaliśmy znów Edwarda Muncha. Towarzyszyli nam Caroline, Viki oraz Geri. :) Oto moje (jakże artystyczne) fotki z tego miejsca...
Było bardzo fajnie. Zwłaszcza, że potem poszliśmy z Psią na zakupy. Eloooo. :D
Czas płynął, a data na bilecie lotniczym Pauliny się nie zmieniała. Spędzaliśmy więc jak najwięcej czasu ze sobą i, jak to mówią Francuzi - we made the most of the time we had left.
Przedwczoraj zorganizowaliśmy mini bibkę z okazji odjazdu Pauliny. Wypiliśmy na niej alkohole, które przywiozła nam Annika na spróbowanie z Finlandii (starała się dziewczyna). Były to fińskie berki oraz Salmiaki (30% alko ze słonych cukierków - te ostatnie to najwyraźniej ostatnia linia obrony Skandynawii przed nadpływem innych nacji - innymi słowy BLE, ale sponiewierało). Był bauns i było miło, ale nagle przyjechali nasi znajomi podróżujący ze Szwecji(Marek i Tomek - fellow ME&ACS students oraz kobiety w liczbie 3). Zabiło to imprezę definitywnie, zwłaszcza, że Krzysztof wręcz natychmiastowo transfomował się w Ubergospodarza ('Komu herbatki?'). Katarzyna, jakoże w jej żyłach płynęła gorąca... Salmiaki, była niczym Che Guevara i otwarcie buntowała się przeciw najeźdcom. Było zabawnie. Nie wiadomo tylko co tamci sobie pomyśleli, ale... cóż, fokkit (pojechali zanim wstaliśmy). Oto fotka dokumentująca bauns...
Następnego dnia skończyliśmy drugi sezon 24. Jack Bauer przez cały serial był KURWA KRÓLEM ŚWIATA, ale jak na koniec zrobił chwyt duszący, po czym odbił się od ściany nogą, tym samym ukręcając złoczyńcy głowę ZNISZCZYŁ NAS DOSZCZĘTNIE. We love Jack.
W połowie ostatniego odcinka opuściła nasz dom definitywnie Annika. Nikomu smutno nie było. :)
Na wieczór przyjechała druga partia Szwedzkich Erasmusów - Agnieszka 'Roczes' Roczek, Łukasz 'Dziom-Dzior' Dziomdziora (z Julką) oraz Marcin 'Obcisłe Koszulki' Pokrzewiński. Wypiłem z nimi jedną kolejkę, a potem poszliśmy z Paulinką spać.
Dziś wstaliśmy rano i odwiozłem ją na lotnisko. Niedługo znowu się zobaczymy. :|
Rock on!
Link 22.04.2006 :: 11:18
Komentuj (3)
LANS ponad wszystko by RsQ
Dawno nic nie stworzyłem na blogu, więc trzeba nadrobić straty, chociaż ostatnio, ze względu na święta, nic nad wyraz interesującego się nie działo. Święta minęły bardzo domowo i przyjemnie. Nażarłem się jak dziki osioł. Dziewczyny podawały coraz to lepsze cuda, a wszystko trzeba było spróbować. A po takiej wyżerce odchodzi ochota na czynności wymagające więcej wysiłku niż naciśnięcie guzika w pilocie, więc tiwi stał się naszym bliskim świątecznym przyjacielem.
W przerwie pomiędzy kolejnymi filmami postanowiliśmy...nakręcić film, a dokładniej horror. Tytuł "It came from Myrveien", Geri jako zombi w roli głównej. Recenzja jednego ze znanych krytyków:
"Operatorska wirtuozeria, wyśmienite prowadzenie kamery, wartkie zwroty akcji, zaskakujące zakończenie, nieprzewidywalna fabuła, trzymający w napięciu do ostatniej sekundy - wszystko to tylko po części opisuje najnowszy film produkcji OsloSqad Entertainment Co. Film nakręcony z polotem, na iście europejskim poziomie, z całą pewnością stanie się klasykiem wśród horrów. Tego tytułu nie można przegapić!
Film narazie okryty jest wielką tajemnicą. Premiera w najbliższy weekend w najlepszych kinach. Jednemu z reporterów udało się zdobyć poniższe zdjęcie, przedstawiające dwóch aktorów:
Tyle o filmie, jak widać - zajebisty :)
Jako że święta minęły i wszyscy powrócili - zaczęły się wreszcie jakieś imprezy. Parę fotek:
Polki od nas z domu:
"Czeee, jestem Krzychu, ale mówcie mi Don Cfaniako, wszystkie dziffki na parkiecie moje.LANS ponad wszystko!"
No i moje bejbe ;)
Tyle! "LANS ponad wszystko!"
Link 15.04.2006 :: 17:22
Komentuj (5)
Norweski hiphop by pnz
Właśnie siedzimy z Rusakiem i Geri'm na kanapie przed TV. Nie mamy wstępu do kuchni, bo kobiecy pierwiastek tworzy majstersztyki Wielkanocne. (Mniam! :D ) Oglądamy więc norweski kanał muzyczny. Po raz pierwsyz usłyszeliśmy norweski hiphop.
Muzycznie jest taki sam jak każdy inny. Bicik oraz sampel na refrenik. Nic wielkiego. Raper zwie się Petter (
Petter's Website). W podanym linku na podstronie Videos jest ten teledysk. Sądząc po ilości możliwych wyborów - nagrał już ich sporo. Możliwe, że jest dinozaurem hiphopu w Norwegii. Możliwe również, że jest jedynym. ;) Nic nie wiadomo. W każdym razie - piosenka zwie się 'Det går bra nu', czyli 'Teraz idzie nieźle'. I teraz - niektórzy wiedzą, a inni nie - w Norwegii najdroższy jest alkohol i mięso. (np. kurczak w porywach do 100 zeta, najtańszy browar 5 zł za szpilę) No więc w teledysku pan Petter lansuje się kolejno z felami, autem... Następnie pokazuje jakąś kartkę (tu nie wolno palić petów NIGDZIE prawie, wiec może pozwoleniena peta :D ), a zaraz po niej butelkę wina (!!!). Teledysk kończy się sceną, jak Petter wpierdala kebaba, po czym odrzuca go w połowie, bo ziomek przynosi mu więcej żarcia (pewnie mięsa :D ). Wygląda to komicznie. Bling-bling, mięcho i alko. Czekierałt:
Jak kiedyś przyjadę tu ponownie, zawieszę sobie na łańcuchu z zawleczek od bera kawał mrożonego mięsa - TO będzie lansss.
LANS ON!!!
Link 13.04.2006 :: 22:49
Komentuj (1)
Jou, jou, Wielkanoc zią! by pnz
Z okazji nadchodzących Świąt stworzyliśmy dzieła plastyczne. Rusak penisa stworzył, bo poszedł na melanż. Enjoy. Elo. Rock on!
Rock n Roll Easter.
Link 13.04.2006 :: 11:07
Komentuj (2)
Update by pnz
Piszę po prawie dwutygodniowej przerwie. Nie pisaliśmy bo nic specjalnego się nie działo. Ja chodziłem codziennie do szkoły wcześniej, więc ostatnie dwa tygodnie spędziłem w domu tworząc dokumentację oraz snowboardując się na hopie, którą sobie zrobiłem nieopodal domu. (Konkretnie to jest ZARAZ przy domu - tak, że lądowanie jest w ogródku.)
Krzychu opuścił Norwegię na rzecz Polski, skąd ma przywieźć nam goodies. Nas czekają przygotowania świąteczne. Ale po kolei.
Ostatni wpis Rusaka zaczął się od zdania opisującego nasz trip z Krzychem do Hemsedal.
Cóż, Hemsedal jest dalekawo. 250km w jedną stronę, więc wstaliśmy z rańca, pojechaliśmy do Hemsedal, pojeździliśmy i wróciliśmy. 3h jazdy autem, 4h snowboardu, 3h jazdy autem. Jestem super kierowcą, elo. Hemsedal jest KUUURWA ogromne. Wszędzie wyciągi, miliony tras (każda min. 800 m). Bardzo łatwo się zgubić. Ale trasy były już trochę wyjeżdżone, więc jeździliśmy na freeridzie. Chodzi o to, że trasy są zaprojektowane tak, że można sobei jechać na przełaj przez nieprzygotowane tereny, a i tak prędzej czy później znajdzie się na trasie. Nagraliśmy fajny futydż i było wybornie. Oto fotka, którą sobie strzeliliśmy na koniec (samowyzwalacz king).
Potem nic się specjalnego nie działo. Krzyś wybył, a my z Rusakiem pojechaliśmy w piątek do Tryvann. Było sympatycznie. Rusak zmęczył boxa na fifty, więc JEA! (Tak mimochodem, oglądałem ze wszystkimi domownikami 'Amatorkę' - łódzki film rolkowy, fajny na maksa *****/5 etc. - i Rusak powiedział, że uważa, że Jea! w zwolnionym tempie brzmi jak muczenie krowy. CHWDR.)
Generalnie w obliczu średniej na maksa Finki, doceniliśmy bardzo nasze Polskie współlokatorki. Anna, ochrzczona przez Krzysia Blondi, jest spoko, ale nie gadamy za wiele. Za to Katarzyna okazała się superziomkiem, o posranym poczuciu humoru. Krejzi. Cytując Rusaka 'Nie, no obie lubię, ale Kasię to tak na serio lubię, że wiesz... no, że tak bardziej zaczynam lubić.' Czyżby lowe? ;) Ale tak na serio to jest bomba, bo lecą Polskie dissy na Finkę.
Finka, Annika, jest superśrednia, bo PIERDOLI TAKIE BZDURY, że włosy z dupy wypadają. Np. 'No, normalnie to autobus jeździ normalnie. Ale ostatnio byłam w nim i pytałam kierowcy (... - dużo bzdur) No i mnie przywiózł pod dom.' Tego typu historia trwa jakieś 15 min. Ale ma też klasyki. Np. używa już od Daaawna oleju Polek, bo - UWAGA! - jest ZA CIĘŻKI, ŻEBY GO PRZYNIEŚĆ Z PRZYSTANKU. No ja pierdolę.
Genralnie wczoraj byliśmy na szoppingu i kupiliśmy sobie kratuchę browarów. Wydaliśmy w penis hajsu, ale będzie bomba.
Generalnie się żyje. Elo rap. Rock on!